FUTUREblog :: design, ekologia, architektura pavcio83@interia.pl
niedziela, 29 listopada 2009
Przypadek F999 czyli czym się wozi Policja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

 

Wydział policji w Abu Dhabi (ZEA) właśnie sprawił sobie nowe autko - F999, czyli prawdziwy policyjny bolid F1. Te cacko to oczywiście nie kolejny ścigacz w (i tak wyjątkowo) eksluzywnej kolekcji pojazdów służbowych emiratu, lecz raczej symbol partycypacji Abu Dhabi w wyścigach Formuły 1. W powyższym filmie, oprócz całej ferajny nowych pościgowych bestii, widać również podekscytowany tłum gapiów, który z namaszczeniem konsumuje prezenty swojego emira. Dla małej gimnastyki wyobraźni wyobraźcie sobie taki tłumek kibiców okalający paradę rodzimej policji w Gdyni, albo Poznaniu;)
F999, wyposażony w policyjne migacze i prawdziwą syrenę, ma promować także bezpieczne kierowanie, przestrzeganie przepisów drogowych i porządek publiczny. Oprócz tego, prędkość bolidu ma przekładać się na skuteczność wykrywania i likwidowania lokalnej przestępczości. "Zapewniamy wam bezpieczeństwo w najszybsze sposób" głosi hasło reklamowe odświeżające wizerunek lokalnej policji.
Wśród reszty śmigaczy na filmie pojawił się również Chevrolet Camaro, Nissan GT-R i kilka prototypowych motocykli. Nad wszystkim czuwały oczywiście, naszprycowane najnowszą technologią, helikoptery policyjne, zdolne ścigać wszystko co się rusza nie zważając na bariery miejskich zabudowań.
Cała impreza epatuje bogactwem państwowego sektora, olśniewając budżetowym rozmachem, nowoczesnymi technologiami i eksluzywnością służby publicznej. Rzeczywiście bierze mnie podziw, szczególnie przez wzgląd na alarmującą serię niewypłacalności wśród sąsiadów Abu Dhabi, na czele z największym przeinwestowaniem ostatnich dekad, czyli rajskim kurortem w Dubaju.
zapewne wkrótce dołączy do arabskich "doliniarzy", któr



Wydział policji w Abu Dhabi (ZEA) właśnie sprawił sobie nowe autko - F999, czyli prawdziwy policyjny bolid F1. Te cacko to oczywiście nie kolejny ścigacz w (i tak wyjątkowo) eksluzywnej kolekcji pojazdów służbowych emiratu, lecz raczej symbol partycypacji Abu Dhabi w wyścigach Formuły 1. W powyższym filmie, oprócz całej ferajny nowych pościgowych bestii, widać również podekscytowany tłum gapiów, który z namaszczeniem konsumuje prezenty swojego emira. Dla małej gimnastyki wyobraźni wyobraźcie sobie taki tłumek kibiców okalający paradę rodzimej policji w Gdyni, albo Poznaniu;)

F999, wyposażony w policyjne migacze i prawdziwą syrenę, ma promować także bezpieczne kierowanie, przestrzeganie przepisów drogowych i porządek publiczny. Oprócz tego, prędkość bolidu ma przekładać się na skuteczność wykrywania i likwidowania lokalnej przestępczości. "Zapewniamy wam bezpieczeństwo w najszybszy sposób" głosi hasło reklamowe odświeżające wizerunek lokalnej policji.

Wśród reszty śmigaczy w kolekcji arabskiej policji pojawił się również Chevrolet Camaro, Nissan GT-R i kilka prototypowych, napędzanych elektrycznie motocykli (The Falcon). Dodatkowo, nad całą tą fetą, czuwały naszprycowane najnowszą technologią, helikoptery policyjne, zdolne ścigać wszystko co się rusza nie zważając na bariery miejskich zabudowań.



Cała impreza, jak zresztą większość parad i pokazów w Abu Dhabi, epatowała nieprzebranym bogactwem państwowego sektora, olśniewając budżetowym rozmachem, nowoczesnymi technologiami i eksluzywnością służby publicznej. Rzeczywiście dziw bierze, szczególnie przez wzgląd na alarmującą serię niewypłacalności wśród sąsiadów Abu Dhabi, na czele z największym przeinwestowaniem ostatnich dekad, czyli rajskim kurortem w Dubaju.

Źródło: worldcarfans.com

20:51, pavcio83
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009
Windsurfing w przestworzach albo Zeppelin dla każdego

Od małego uwielbiałem bazgrać po zeszytach mojego ojca, tworząc odważne i dosyć ekscentryczne wizje przyszłości transportu publicznego (no i wszechświatów równoległych). Do dziś trzymam gdzieś w archiwum nieco koślawy rysunek, portretujący ludzi przyszłości, śmigających w przestworzach latającymi krowami z doczepionym żaglem. Clue tego pomysłu krył się jednak w silniku odrzutowym, napędzanym na krowie łajno, podłączonym bezpośrednio do trzewi biednego stworzenia. Te ekotechnologiczne pasożytnictwo na całe szczęście szybko mi przeszło i zamieniło się w prostolinijną pasję motoryzacyjną...

Dziś rano, tę zamierzchłą historię wydobył mi z pamięci projekt Renault Zep'Lin. Sylwetkę tego cudeńka dominuje gigantyczny żagiel, z centralną wypukłością, tworzącą wewnętrzną komorę powietrzną. Dołączony jest do niego elastyczny ster, w formie wielkiego, plastikowego skrzydła, przedłużonego o małe śmigło, które razem odpowiadają za wszystkie manewry w powietrzu. W dolnej części znajduje się część pasażerska, zawieszona pod żaglem, a wyglądem przypominająca czoło samolotu (bądź tułów krowy, jak kto woli). Całość porusza się dzięki rozległym panelom słonecznym, umieszczonym na płaszczyźnie żagla, generującym energię podczas trwania całego lotu.
Trudno uwierzyć, ale Zep'Lin powstał w stajni projektów Renault, odpowiedzialnej za konstrukcję przełomowego prototypu elektrycznego auta. Widać tu jednak wszystko poza samochodem - zeppelina, żaglówkę i deskę do windsurfingu. Brak mu nawet kół, choć twórca projektu twierdzi, że Zep'Lin może lądować dosłownie wszędzie. Za tą misterną koncepcją stoi młodziutki Damien Grossemy, utalentowany projektant Renault i student francuskiej International School of Design, którego dotychczasowe projekty orbitowały raczej wokół bardziej konwencjonalnych zagadnień. W każdym bądź razie nie od dziś wiadomo, że przyszłość gatunku ludziego kryje się w przestworzach.
Źródło: trendhunter.com



Dziś rano, tę zamierzchłą historię wydobył mi z pamięci projekt Renault Zep'Lin. Sylwetkę tego cudeńka dominuje gigantyczny żagiel, z centralną wypukłością, tworzącą wewnętrzną komorę powietrzną. Dołączony jest do niego elastyczny ster, w formie wielkiego, plastikowego skrzydła, przedłużonego o małe śmigło, które razem odpowiadają za wszystkie manewry w powietrzu. W dolnej części znajduje się część pasażerska, zawieszona pod żaglem, a wyglądem przypominająca czoło samolotu (bądź tułów krowy, jak kto woli). Całość porusza się dzięki rozległym panelom słonecznym, umieszczonym na płaszczyźnie żagla, generującym energię podczas trwania całego lotu.




Trudno uwierzyć, ale Zep'Lin powstał w stajni projektów Renault, odpowiedzialnej za konstrukcję przełomowego prototypu elektrycznego auta. Widać tu jednak wszystko poza samochodem - zeppelina, żaglówkę i deskę do windsurfingu. Brak mu nawet kół, choć twórca projektu twierdzi, że Zep'Lin może lądować dosłownie wszędzie. Za tą misterną koncepcją stoi młodziutki Damien Grossemy, utalentowany projektant Renault i student francuskiej International School of Design, którego dotychczasowe projekty orbitowały raczej wokół bardziej konwencjonalnych zagadnień. W każdym bądź razie nie od dziś wiadomo, że przyszłość gatunku ludziego kryje się w przestworzach.


Źródło: trendhunter.com

 

 

17:36, pavcio83
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2009
F1: Mercedes-Benz wykupi większość udziałów w Brawn GP

Brawn GP to zespół rozpoznawalny chyba nawet wśród najbardziej roztargnionych fanów F1, a to dzięki rewelacyjnemu debiutowi w ostatnim sezonie i triumfie w obu klasyfikacjach. Dziś rano cały świat obiegła wiadomość, że Brawn wchodzi w ścisłą współpracę z Mercedes-Benz.
Jeszcze w tym tygodniu odbędzie się inauguracyjna konferencja prasowa, na której niemiecki producent oficjalnie potwierdzi trwające od dłuższego czasu spekulacje, wokół zarówno ograniczenia współpracy z coraz słabszym McLarenem, jak i planem zakupu większościowego pakietu udziałów w Brawn.
Oznacza to, że w sezonie 2010 Brawn zmieni ostatecznie nazwę na Mercedes, a kierowcy ścigać się bedą w srebrnych bolidach. Wydarzy się to nawet pomimo faktu, iż niemiecki producent jest związany umową z McLarenem, której koniec przewidziany jest dopiero na 2011 rok.
Umowa z Brawn będzie znacznie korzystniejsza dla Mercedesa, aniżeli długoterminowa współpraca z McLarenem. Po pierwsze niższe koszta, po drugie większy wpływ na min. wybór kierowcy.
Źródło: WCF



Brawn GP
to zespół rozpoznawalny chyba nawet wśród najbardziej roztargnionych fanów F1, a to dzięki rewelacyjnemu debiutowi w ostatnim sezonie i triumfie w obu klasyfikacjach. Dziś rano cały świat obiegła wiadomość, że Brawn wchodzi w ścisłą współpracę z Mercedes-Benz.

Jeszcze w tym tygodniu odbędzie się inauguracyjna konferencja prasowa, na której niemiecki producent oficjalnie potwierdzi trwające od dłuższego czasu spekulacje, wokół zarówno ograniczenia współpracy z coraz słabszym McLarenem, jak i planem zakupu większościowego pakietu udziałów w Brawn.

Oznacza to, że w sezonie 2010 Brawn zmieni ostatecznie nazwę na Mercedes, a jego kierowcy ścigać się bedą w srebrnych bolidach. Wydarzy się to nawet pomimo faktu, iż niemiecki producent jest związany umową z McLarenem, której koniec przewidziany jest dopiero na 2011 rok.

Umowa z Brawn będzie znacznie korzystniejsza dla Mercedesa, aniżeli długoterminowa współpraca z McLarenem. Po pierwsze niższe koszta, po drugie większy wpływ na min. wybór kierowcy.

Źródło: WCF

 

14:35, pavcio83
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2009
Toyoty wizja samochodu na rok 2030

Ten przedziwny, a wręcz karykaturalny projekt Toyoty, to śmiała wizja publicznego transportu w roku 2030. Artyści i inżynierowie tego scenariusza starali się przewidzieć, jakie priorytety za dwadzieścia lat staną przed konstruktorami aut. Oprócz wyjątkowo finezyjnego dizajnu, pojazdy te zostały stworzone nie tylko po to, aby skutecznie omijać się drogach przyszłości, lecz wręcz odwrotnie - dano im możliwość bezpośredniego łączenia się w pary, bezprzewodowej synchronizacji danych i permanentnego statusu on-line, pozwalającego min. na ściąganie nowych "skórek", natychmiastowo zmieniających wygląd auta.
Skórki to jednak coś więcej, aniżeli zmiana koloru, czy wzoru eksponowanego na karoserii pojazdu. Konstrukcja LINKów opiera się na elektroprzewodliwych włóknach, które stanowią integralne elementy ich szkieletu, pozwalając na natychmiastowe przekształcenia w obrębie całego kształtu takiego wehikułu.
Dwa LINKi, nawet przy wysokiej prędkości, mogą bezproblemowo łączyć się w pary, zamieniając się de facto w pojazd dwuosobowy, w obrębie którego może nastąpić zarówno transfer danych, jak i energii zgromadzonej na bateriach. Koncentracja projektu na technologiach typu P2P, opiera się na prognozach Toyoty, mówiących o znacznym spadku "atrakcyjności" transportu drogowego do 2030 roku.
LINKi będą stacjonowały w tzw. HUBach, czyli prawdopodobnie - bazach, z których będziemy mogli je wypożyczać. Wraz z wypożyczeniem, auto ładowało będzie nasze ustawienia personalizujące, oraz połączy się z bazą danych użytkowników pojazdu, skąd będą czerpać informacje i dane tak samo jak na Facebooku czy też Rapidshare.
Jeszcze jedną, interesującą innowacją jest brak standardowych kół. LINK został wyposażony w interesującą technologię, która zamienia tarcie w energię, zwrotnie dystrybuowaną do kulek (spheres), na których pojazd się porusza (sic!). W ten sposób nastąpić ma znaczne obniżenie wydatkowania energii i oszczędność eksploatacji baterii, zwiększająca zasięg pojazdu.
Jeśli prognozy i projekt LINKa przejdzie próbę czasu i pojawi się za kilkanaście lat w seryjnej produkcji, chyba niestety ziszczą się wizje twórców Wall-E... LINK to właściwie interaktywna platforma transportująca nas kiedy i gdzie chcemy, bez potrzeby angażowania naszej uwagi, skupionej zresztą w tym samym czasie na wymianie informacji i danych. To już nie auto, to nasz układ lokomocyjny.
Źródło: carbodydesign.com



Ten przedziwny, a wręcz karykaturalny projekt Toyoty, to śmiała wizja kształtu publicznego transportu w roku 2030. Artyści i inżynierowie tego scenariusza starali się przewidzieć, jakie priorytety i wyzwania staną za dwadzieścia lat przed konstruktorami aut. Właśnie dlatego LINK został stworzony nie tylko po to, aby umożliwić jeszcze skuteczniejsze omijanie się drogach przyszłości, lecz wręcz odwrotnie - dano im możliwość bezpośredniego łączenia się w pary, bezprzewodowej synchronizacji danych i permanentnego statusu on-line, pozwalającego min. na ściąganie nowych "skórek", natychmiastowo zmieniających wygląd auta.

Skórki to jednak coś więcej, aniżeli zmiana koloru, czy wzoru eksponowanego na karoserii pojazdu. Konstrukcja LINKów opiera się na elektroprzewodliwych włóknach, które stanowią integralne elementy ich "exo-szkieletu", pozwalając na natychmiastowe przekształcenie całego kształtu takiego wehikułu.

Dwa LINKi, nawet przy wysokiej prędkości, mogą bezproblemowo łączyć się w pary, zamieniając się de facto w pojazd dwuosobowy, w obrębie którego może nastąpić zarówno transfer danych, jak i energii zgromadzonej na bateriach. Koncentracja projektu na technologiach typu P2P, opiera się na prognozach Toyoty, mówiących o znacznym spadku "atrakcyjności" transportu drogowego do 2030 roku

LINKi będą stacjonowały w tzw. HUBach, czyli prawdopodobnie - bazach, z których będziemy mogli je wypożyczać. Wraz z wypożyczeniem, auto ładowało będzie nasze ustawienia personalizujące, oraz połączy się ze wspólną bazą danych użytkowników pojazdu, skąd będziemy mogli czerpać informacje i dane, w tym samym celu, w jakim korzystamy z Facebooka... czy też Rapidshare;)

Jeszcze jedną, interesującą innowacją jest brak standardowych kół. LINK został wyposażony w interesującą technologię, która zamienia tarcie w energię, zwrotnie dystrybuowaną do kulek (spheres), na których pojazd się porusza (sic!). W ten sposób nastąpić ma znaczne obniżenie wydatkowania energii i oszczędność eksploatacji baterii, zwiększająca zasięg pojazdu.

Jeśli prognozy i projekt LINKa przejdzie próbę czasu i pojawi się za kilkanaście lat w seryjnej produkcji, chyba niestety ziszczą się wizje twórców Wall-E... LINK to właściwie interaktywna platforma transportująca nas kiedy i gdzie chcemy, bez potrzeby angażowania naszej uwagi, skupionej zresztą w tym samym czasie na wymianie informacji i danych. To już nie auto, to nasz układ lokomocyjny.

Źródło i więcej zdjęć na: carbodydesign.com

15:14, pavcio83
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
Rally Fighter - prawdziwy Linux w świecie motoryzacji

 

Specjaliści od marketingu, na czele z prestiżowym trendwatching.com, rozbudownym i solidnym serwisem dla analityków trendów, od lat wieszczą nadejście ery personalizacji. Nie ma w tym nic nowego, szczególnie jeśli chodzi o "miękki" przemysł - dostosowywanie codziennych produktów do potrzeb klienta to właściwie nasz chleb powszedni. Weźmy za przykład chociażby kampanię Nike "Just do it-yourself", w ramach której na stronie nikeid.nike.com, każdy z nas może zaprojektować własną skórkę dla osławionej łyżwy.
W przypadku bardziej skomplikowanych produktów, jakim niewątpliwie jest każdy samochód, powszechnie rozumiana personalizacja ogranicza się zazwyczaj do zabiegów tuningowych, bądź dekoracyjnych, oddając nam władzę nad technicznymi parametrami, projektem wnętrza i stylem nadwozia. Podstawowa struktura nadwozia pozostaje jednak zawsze taka sama, stąd nawet najbardziej "podkręcony" kaszlak, zawsze pozostanie kaszlakiem, a zainstalowanie dodatkowych nakładek, sportowego zderzaka, czy spojlera, nie zamieni go w idealny wehikuł naszego ego.
Przyjmując sobie za cel stworzenie auta, które byłoby wyrazem naszego indywiduum, trzeba przede wszystkim szerokim łukiem ominąć kwestię marki i zaprojektować auto od podstaw, od czterech kółek i silnika. Właśnie z takich założeń wyszli twórcy inicjatywy Local Motors - zgromadzić wokół siebie pasjonatów samochodowej inżynierii, którzy poszukują dla siebie wyłącznie bezkompromisowych rozwiązań. To trochę jak Linus Torvalds, który wezwał do bojkotu windowsowego monopolu i zaprojektował, wraz z milionami użytkowników, kolektywny system operacyjny.
Na zakończonym przed kilkoma dniami SEMA Show, Local Motors wystawił swojego własnego linuxa, kolektywne dzieło tysięcy entuzjastów, inżynierów i dizajnerów - Rally Fighter. Proces konstrukcji tej czteroosobowej terenówki nie przekroczył 15 miesięcy, zawdzięczając swe rekordowe tempo otwartej formule, kolektywnej pracy i doskonałej wymianie informacji, koordynowanej przez LM. Prototyp, wyposażony w trzylitrowy silnik BMW, wejdzie do sprzedaży w lecie 2010.
Potężną zaletą "quasi-marki" Local Motors jest wydajność procesu produkcji, wspomaganej przez społeczność przekraczającą 4000 zarejestrowanych specjalistów i entuzjastów. Właśnie ta grupa, w naturalny sposób, wyłoniła swoich liderów, a wśród nich Sangho Kim-a, głównego pomysłodawcę Rally Fightera. Realizację produktu wspomagali inni pomysłodawcy, którzy uzupełnili główny projekt szczegółami nadwozia, boczną wentylacją, wykończeniem wnętrza i specjalnie dedykowanymi akcesoriami.
Rally Fighter rozpędza się dzięki całkiem wydajnemu silnikowi BMW 3.0 Twin-turbo Clean-diesel, o mocy 265 KM i momencie obrotowym 576Nm przy zaledwie 1750 obr/min, przenoszonych na tylną oś, przez 6-cio biegową skrzynię biegow. Dla fanów aut terenowych istotnym atrybutem będzie również lekka waga Rally Fightera- zaledwie 1450 kilogramów - co znacznie podnosi wydajność tego autka.
Pomimo zainstalowanego silnika dieslowego, auto startuje w proekologicznej kategorii "Making Green Cool Zone", w której bryluje wysoką oszczędnością paliwa (12,8-15,3 km/l).
Stworzenie prototypu Rally Fighter nie oznacza jednak braku możliwości jego personalizacji - każdy egzemplarz budowany jest metodą Just-In-Time, co oprócz znacznego ograniczenia nadprodukcji odpadków, umożliwia także konsumentom uczestnictwo w ostatecznym etapie produkcji. Zamiast salonów, Local Motors buduje mini-fabryki. W tej chwili konstruowany jest już drugi budynek tego typu, a w kolejnych latach zaplanowane jest wybudowane, aż 50 takich oddziałów. W trakcie budowy naszego egzemplarza mamy możliwość stworzenia własnej skórki, bądź wyboru spośród kilkudziesięciu gotowych wzorów - projektowanych oczywiście przez renomowanych dizajnerów. Co ciekawe, skórki umieszczane są na karoserii za pomocą winylu, nie zaś farby, co czyni je lżejszymi, elastyczniejszymi i bardziej "zielonymi".
Rally Fighter można już teraz zarezerwować na www.local-motors.com. Pierwsze egzemplarze pojawią się już w lecie 2010.



Specjaliści od marketingu, na czele z prestiżowym trendwatching.com, rozbudownym i solidnym serwisem dla analityków trendów, od lat wieszczą nadejście ery personalizacji. Nie ma w tym nic nowego, szczególnie jeśli chodzi o "miękki" przemysł - dostosowywanie codziennych produktów do potrzeb klienta to właściwie nasz chleb powszedni. Weźmy za przykład chociażby kampanię Nike "Just do it-yourself", w ramach której na stronie nikeid.nike.com, każdy z nas może zaprojektować własną skórkę dla osławionej łyżwy.

W przypadku bardziej skomplikowanych produktów, jakim niewątpliwie jest każdy samochód, powszechnie rozumiana personalizacja ogranicza się zazwyczaj do zabiegów tuningowych, bądź dizajnerskich, oddając nam władzę nad podkręcaniem osiągów, projektem wnętrza i rekompozycją detali. Podstawowa struktura nadwozia pozostaje jednak zawsze taka sama, stąd nawet najbardziej "podkręcony" kaszlak, zawsze pozostanie kaszlakiem, a zainstalowanie dodatkowych nakładek, sportowego zderzaka, czy spojlera, nie zamieni go w idealny wehikuł naszego ego.

Przyjmując sobie za cel stworzenie auta, które byłoby wyrazem naszego indywiduum, trzeba przede wszystkim szerokim łukiem ominąć kwestię marki i zaprojektować auto od podstaw, od czterech kółek i silnika. Właśnie z takich założeń wyszli twórcy inicjatywy Local Motors - zgromadzić wokół siebie pasjonatów samochodowej inżynierii, którzy poszukują dla siebie wyłącznie bezkompromisowych rozwiązań. To trochę jak Linus Torvalds, który zbojkotował monopol Microsoftu* i zaprojektował, wraz z milionami użytkowników, kolektywny system operacyjny.



Na zakończonym przed kilkoma dniami SEMA Show, Local Motors wystawił swojego własnego linuxa, kolektywne dzieło tysięcy entuzjastów, inżynierów i dizajnerów - Rally Fighter. Proces konstrukcji tej czteroosobowej terenówki nie przekroczył 15 miesięcy, zawdzięczając swe rekordowe tempo otwartej formule, kolektywnej pracy i doskonałej wymianie informacji, koordynowanej przez LM. Prototyp, wyposażony w trzylitrowy silnik BMW, wejdzie do sprzedaży w lecie 2010.

Potężną zaletą "quasi-marki" Local Motors jest wydajność procesu produkcji, wspomaganej przez społeczność przekraczającą 4000 zarejestrowanych specjalistów i entuzjastów (do tego grona zapisać może się każdy, kto ma wyobraźnię i choć trochę podstawowych umiejętności technicznych). Właśnie ta grupa, w naturalny sposób, wyłoniła swoich liderów, a wśród nich Sangho Kim-a, głównego pomysłodawcę Rally Fightera. Realizację produktu wspomagali inni aktywiści, którzy uzupełnili główny projekt szczegółami nadwozia, boczną wentylacją, wykończeniem wnętrza i specjalnie dedykowanymi akcesoriami. 

Rally Fighter rozpędza się dzięki całkiem wydajnemu silnikowi BMW 3.0 Twin-turbo Clean-diesel, o mocy 265 KM i momencie obrotowym 576Nm przy zaledwie 1750 obr/min, przenoszonych na tylną oś, przez 6-cio biegową skrzynię biegow. Dla fanów aut terenowych istotnym atrybutem będzie również lekka waga Rally Fightera- zaledwie 1450 kilogramów - co znacznie podnosi wydajność tego autka.

Pomimo zainstalowanego silnika dieslowego, auto zostało wystawione w proekologicznej kategorii "Making Green Cool Zone", w której brylowało wysoką oszczędnością paliwa (12,8-15,3 km/l)

Stworzenie prototypu Rally Fighter nie oznacza jednak braku możliwości jego personalizacji - każdy egzemplarz produkowany jest metodą Just-In-Time, co oprócz znacznego ograniczenia nadprodukcji odpadków, umożliwia także konsumentom uczestnictwo w ostatecznym etapie produkcji. Zamiast salonów, Local Motors buduje mini-fabryki. W tej chwili konstruowany jest już drugi budynek tego typu, a w kolejnych latach zaplanowane jest wybudowane, aż 50 takich oddziałów.

W trakcie budowy naszego egzemplarza mamy możliwość stworzenia własnej skórki, bądź wyboru spośród kilkudziesięciu gotowych wzorów - projektowanych oczywiście przez renomowanych dizajnerów. Co ciekawe, skórki umieszczane są na karoserii za pomocą winylu, nie zaś farby, co czyni je lżejszymi, elastyczniejszymi i bardziej "zielonymi".




Rally Fighter można już teraz zarezerwować na www.local-motors.com. Pierwsze egzemplarze pojawią się już w lecie 2010.

Więcej zdjęć Rally Fightera możecie obejrzeć tutaj.

Poniżej prezentacja profilu Local Motors i ich nowego prototypu, prowadzona przez samego szefa - John'a Rogers'a, który chce uzdrowić amerykański przemysł samochodowy.



* zmiana z "wezwał do bojkotu windowsowego monopolu"/spostrzegł "kwahoo"

Źródło: carbodydesign.com, trendwatching.com, local-motors.com

 

piątek, 06 listopada 2009
Audi przyszłości będzie sterowany naszymi myślami?

Wystarczy kilka pobieżnych spojrzeń, aby z całą pewnością stwierdzić, że czarnym koniem tegorocznego LA Design Challenge jest duet conceptów ze stajni Audi - eOra i eSpira. Jest także drugie dno - pod maską kosmicznego dizajnu, pojazdy te oferują kierowcom zupełnie nowe podejście do sterowania. Od teraz to my sami będziemy kierownicą naszego autka!
Znajdujący się w Santa Monica Volkswagen/Audi Design Center California, wtórując sławie miejsca z którego sią wywodzi, specjalizuje się w projektach wybiegających w dalszą przyszłość. Twórcom conceptów nie wystarczyła bowiem możliwość bezpiecznego autopilota, w jaką w najbliższej dekadzie mają być wyposażone japońskie i amerykańskie auta (zapewne bazując na technologiach Google). Rzeczywiście - auto, którego nie da się prowadzić, to taka wykastrowana forma jeżdżenia... brak driftu, nadsterowności, wieczornych serpentyn na pustych szosach, brak stylu jazdy i palenia opon.
Audi założyło, że samochód przyszłości nie powinien odbierać kierowcy radości z frywolnego szusowania, a wręcz odwrotnie - powinien ją umożliwiać na przekór ograniczeniom kierownicy! eSpira ma stanowić mobilne przedłużenie naszego ciała i zmysłów. Wsiadając do wnętrza pojazdu, podpinamy się jednocześnie do multisensorycznego interfejsu, który wyczuwa ruchy naszego ciała i dostosowuje się do danego nastroju, podporządkowując im tor, prędkość i zwrotność pojazdu.
Oba projekty, choć opierają się na tej samej logice kierowania pojazdem, to różnice w ich budowie, wskazują na odmienne przeznaczenie. eSpira ma osiągać niebanalne prędkości, które wyraża bezkompromisowa, obła i podłużna szyna powietrzna, której wnętrze z powodzeniem pomieści nasze ciało. eOra to pojazd sportowy dla młodych duchem, którego najważniejszą cechą ma być ultrazwrotność, oparta na dynamicznie zmieniających się kątach opon i kabiny pasażera.
Wizja odważna, a wręcz szaleńcza, ale przede wszystkim trudna do wyobrażenia w praktyce. Jedno jest pewne - jeśli się spełni, przytyjemy jeszcze szybciej.
Źródło: carbodydesign.com
http://www.carbodydesign.com/archive/2009/11/audi-eora-espira-concepts/




Wystarczy kilka pobieżnych spojrzeń, aby z całą pewnością stwierdzić, że czarnym koniem tegorocznego LA Design Challenge jest duet conceptów ze stajni Audi - eOra i eSpira. Jest także drugie dno - pod maską kosmicznego dizajnu, pojazdy te oferują kierowcom zupełnie nowe podejście do sterowania. Od teraz to my sami będziemy kierownicą naszego autka!

Znajdujący się w Santa Monica Volkswagen/Audi Design Center California, wtórując sławie miejsca z którego sią wywodzi, specjalizuje się w projektach wybiegających w dalszą przyszłość. Twórcom conceptów nie wystarczyła bowiem możliwość bezpiecznego autopilota, w jaką w najbliższej dekadzie mają być wyposażone japońskie i amerykańskie auta (zapewne bazując na technologiach Google). Rzeczywiście - auto, którego nie da się prowadzić, to taka wykastrowana forma jeżdżenia... brak driftu, nadsterowności, wieczornych serpentyn na pustych szosach, brak stylu jazdy i palenia opon.

Audi założyło, że samochód przyszłości nie powinien odbierać kierowcy radości z frywolnego szusowania, a wręcz odwrotnie - powinien ją umożliwiać na przekór ograniczeniom kierownicy! eSpira i eOra ma stanowić mobilne przedłużenie naszego ciała i zmysłów. Wsiadając do wnętrza pojazdu, podpinamy się jednocześnie do multisensorycznego interfejsu, który wyczuwa ruchy naszego ciała i skanuje odpowiednie ośrodki nerwowe w mózgu, dostosowując się do danego nastroju, a następnie podporządkowując im tor, prędkość i zwrotność pojazdu. Rozumiem to tak - poruszając lekko grzbietem wykonamy ostry zakręt, a gdy dodatkowo będziemy zrelaksowani bądź zmęczeni całym dniem pracy, wejdziemy w niego wyjątkowo łagodnie... hm...


Oba projekty, choć opierają się na tej samej logice kierowania pojazdem, to różnice w ich budowie, wskazują na odmienne przeznaczenie. eSpira ma osiągać niebanalne prędkości, które wyraża bezkompromisowa, obła i podłużna szyna powietrzna, której wnętrze z powodzeniem pomieści nasze ciało. eOra to pojazd sportowy dla młodych duchem, którego najważniejszą cechą ma być ultrazwrotność, oparta na dynamicznie zmieniających się kątach opon i kabiny pasażera.

Wizja odważna, a wręcz szaleńcza, ale przede wszystkim trudna do wyobrażenia w praktyce. Jedno jest pewne - jeśli się spełni, przytyjemy jeszcze szybciej. Premiera już w 2030!

Źródło: carbodydesign.com

 

20:04, pavcio83
Link Dodaj komentarz »
Świeżynki, świeżynki!!!

W ciągu ostatniego tygodnia pojawiło się kilka interesujących świeżynek, którym warto poświęcić trochę uwagi.
Porsche Boxster Spyder
Niemiecka legenda, spadkobierca modelu 550 Spyder z 1953 roku, zostanie ujawniony fanom podczas zbliżającego się Los Angeles Auto Show, tracąc bezpowrotnie prototypowe dziewictwo.
Boxster to autko do śmigania po ciepłych krajach, gdzie słońce radośnie podgrzewa łysinkę kierowców modeli cabrio. Skromne zadaszenie pojazdu, ukryte za siedzeniami pasażerów, służy ewentualnej ochronie przed deszczem, wiatrem, bądź upałem. To, wraz z charakterystyczną sylwetą pojazdu, nasuwa jednoznaczne skojarzenia z gładziutką Carrerą GT.
Autko waży zaledwie 1275 kilogramów, tworząc bezkonkurencyjną lekkość w ofercie Porsche. Sześciocylindrowy silnik o pojemności 3,4 litra przeobraża ten kawałek blachy w potwora uzbrojonego w 320 koni mechanicznych.
Bestia wejdzie do taśmowej produkcji już w lutym 2010. Polacy - oszczędzajcie!;)
Daihatsu Deca Deca
Jeśli ktoś z Was kiedyś chciał obrazić kogoś, mówiąc że jeździ "pudłem", to ma szansę popróbować się teraz na tym japończyku. Tak - to prawdziwe pudło na czterech kółkach, które sprawi, że już nigdy nie użyjecie słowa "pudło" bezkarnie.
Deca Deca to stabilność i funkcjonalność na raz. Jak zapewniają producenci - stabilność wyraża zewnętrze, zaś funkcjonalność kryje się we wnętrzu tej przesłodkiej "krówki"(przyp.autor). O ile nad tą pierwszą cechą nie trzeba się rozwodzić - wystarczy spojrzeć na zdjęcia, to ta druga z pewnością zasługuje na krótki komentarz.
Wnętrze, ultramodernistyczne, a dzięki niskiej podłodze i skrzydłowym drzwiom otwieranym o 135 stopni, także ultradostępne, dzięki wbudowanym w podłogę slotom, umożliwia elastyczną konfigurację foteli i ładunku. Same fotele są lekkie, bo wykonane z cienkiej siatki i kompozytowego plastiku, ale przy tym całkiem wygodne. Rozwiązania te wyrażają wyrafinowaną, modularną funkcjonalność autka, która przy oszczędnej sylwetce, podkreśla jego wysoką użyteczność.
Daihatsu Basket
Po pudełku, czas na koszyk. Ta śmieszna zabawka Daihatsu to kolejny symptom powrotu do prostoty, który odtąd tworzy naczelny priorytet projektów tej marki. Koszyczek ten ma przeznaczenie typowo piknikowe, stając się maleńkim wehikułem służącym natychmiastowej ewakuacji z centrum zatłoczonego miasta.
Autko nie jest zbyt pojemne, ale jest przy tym dosyć tanie, a dla niejednej japonki całkiem stylowe. Kiedy porzucimy wreszcie przywiązanie do wypasionych, opływowych śmigaczy, zmądrzejemy i zapragniemy powrotu do natury, Koszyczek może okazać się dla nas idealnym rozwiązaniem.
Basket to 4-miejscowe cabrio, którego dwa tylne miejsca z łatwością można przerobić na całkiem pojemny bagażnik, w którym pomieścimy teściową i pełną lodówkę żarcia (komponentowa lodówka w zestawie).
Źródło: cardesignnews.com

W ciągu ostatniego tygodnia pojawiło się kilka interesujących świeżynek, którym warto poświęcić trochę uwagi.

Porsche Boxster Spyder


Niemiecka legenda, spadkobierca modelu 550 Spyder z 1953 roku, zostanie ujawniony fanom podczas zbliżającego się Los Angeles Auto Show, tracąc bezpowrotnie prototypowe dziewictwo.

Boxster to autko do śmigania po ciepłych krajach, gdzie słońce radośnie podgrzewa łysinkę kierowców modeli cabrio. Skromne zadaszenie pojazdu, ukryte za siedzeniami pasażerów, służy jedynie ewentualnej ochronie przed deszczem, wiatrem, bądź upałem. Symboliczne zadaszenia, seksowne tylne wypukłości, wraz z charakterystyczną sylwetą pojazdu, nasuwa jednoznaczne skojarzenia z gładziutką Carrerą GT.



Autko waży zaledwie 1275 kilogramów, tworząc bezkonkurencyjną lekkość w ofercie Porsche. Sześciocylindrowy silnik o pojemności 3,4 litra przeobraża ten kawałek blachy w prawdziwego potwora, w dodatku uzbrojonego w 320 koni mechanicznych. Ale dla fanów niemieckiego wypasu to żadne zaskoczenie...

Bestia wejdzie do taśmowej produkcji już w lutym 2010. Polacy - oszczędzajcie!;)

Daihatsu Deca Deca


Jeśli ktoś z Was kiedyś chciał obrazić kogoś, mówiąc że jeździ "pudłem", to ma szansę popróbować się teraz na tym japończyku. Tak - to prawdziwe pudło na czterech kółkach, które sprawi, że już nigdy nie użyjecie słowa "pudło" bezkarnie.

Deca Deca to stabilność i funkcjonalność na raz. Jak zapewniają producenci - stabilność wyraża zewnętrze, zaś funkcjonalność kryje się we wnętrzu tej przesłodkiej "krówki" (przyp. autor). O ile nad tą pierwszą cechą nie trzeba się rozwodzić - wystarczy spojrzeć na zdjęcia, to ta druga z pewnością zasługuje na krótki komentarz. 

Wnętrze - ultramodernistyczne, a dzięki niskiej podłodze i skrzydłowym drzwiom otwieranym do kąta 135 stopni, także ultradostępne. Wbudowane w podłogę szynowe sloty, umożliwiają elastyczną konfigurację foteli i ładunku. Same fotele są lekkie, bo wykonane z cienkiej siatki i kompozytowego plastiku, ale przy tym całkiem wygodne. Rozwiązania te wyrażają wyrafinowaną, modularną funkcjonalność autka, która przy oszczędnej sylwetce, podkreśla jego wysoką użyteczność.



Daihatsu Basket


Po pudełku, czas na koszyk. Ta śmieszna zabawka Daihatsu to kolejny symptom powrotu do prostoty, który odtąd tworzy naczelny priorytet projektów tej marki. Koszyczek ten ma przeznaczenie typowo piknikowe, stając się maleńkim wehikułem służącym do natychmiastowej ewakuacji z centrum zatłoczonego miasta.



Autko nie jest zbyt pojemne, ale jest przy tym dosyć tanie, a dla niejednej japonki całkiem stylowe. Kiedy porzucimy wreszcie przywiązanie do wypasionych, opływowych śmigaczy, zmądrzejemy i zapragniemy powrotu do natury, Koszyczek może okazać się dla nas idealnym rozwiązaniem.

Basket to 4-miejscowe cabrio, którego dwa tylne miejsca z łatwością można przerobić na całkiem pojemny bagażnik, w którym pomieścimy teściową i pełną lodówkę żarcia (komponentowa lodówka w zestawie). 

Źródło: cardesignnews.com

19:47, pavcio83
Link Dodaj komentarz »
Nie ukradli Ci auta!

Nieraz zdarzyło się zapewne każdemu z Was, szczególnie w samym środku po-meczowego wylewu kibiców, albo w oku po-koncertowego cyklonu, panicznie wykrzyczeć UKRADLI MI AUTO! Szkoda, że nie było wtedy z Wami dzielnego iPhone'a.
W najnowszej wersji telefonu producenci zadbali o szybki GPS, a przy tym udostępnili do niego sterowniki, pokornie uznając zjawisko kolektywnej inteligencji. Nie trzeba było długo czekać, a niczym grzyb po deszczu, wyrósł nam mały, a przy tym całkiem sympatyczny i pomocny Car Finder.
CarFinder korzystając z GPSu i wbudowanej kamery poprowadzi Cię do Twojego autka, z niezawodnością okrętowego kompasu. Aplikacja kosztuje niecałego dolara, a płynie z niej znacznie więcej pożytku, niż ze zdmuchiwania świeczek i prześwietlania czaszek znajomych. Docenicie ją szczególnie wtedy, gdy przeciążone siaty z tesco zaczną się rwać na samym środku parkingowego morza...
Źródło: autoblog.com



Nieraz zdarzyło się zapewne każdemu z Was, szczególnie w samym środku po-meczowego wylewu kibiców, albo w oku po-koncertowego cyklonu, panicznie wykrzyczeć UKRADLI MI AUTO! Szkoda, że nie było wtedy z Wami dzielnego iPhone'a.

W najnowszej wersji telefonu producenci zadbali o szybki GPS, a przy tym udostępnili do niego sterowniki, pokornie uznając zjawisko kolektywnej inteligencji. Nie trzeba było długo czekać, a niczym grzyb po deszczu, wyrósł nam mały, a przy tym całkiem sympatyczny i pomocny Car Finder

CarFinder korzystając z GPSu i wbudowanej kamery poprowadzi Cię do Twojego autka, z niezawodnością okrętowego kompasu. Aplikacja kosztuje niecałego dolara, a płynie z niej znacznie więcej pożytku, niż ze zdmuchiwania świeczek i prześwietlania czaszek znajomych. Docenicie ją szczególnie wtedy, gdy przeciążone siaty z tesco zaczną się rwać na samym środku parkingowego morza...

Źródło: autoblog.com

19:23, pavcio83
Link Dodaj komentarz »