FUTUREblog :: design, ekologia, architektura pavcio83@interia.pl
wtorek, 10 listopada 2009
Rally Fighter - prawdziwy Linux w świecie motoryzacji

 

Specjaliści od marketingu, na czele z prestiżowym trendwatching.com, rozbudownym i solidnym serwisem dla analityków trendów, od lat wieszczą nadejście ery personalizacji. Nie ma w tym nic nowego, szczególnie jeśli chodzi o "miękki" przemysł - dostosowywanie codziennych produktów do potrzeb klienta to właściwie nasz chleb powszedni. Weźmy za przykład chociażby kampanię Nike "Just do it-yourself", w ramach której na stronie nikeid.nike.com, każdy z nas może zaprojektować własną skórkę dla osławionej łyżwy.
W przypadku bardziej skomplikowanych produktów, jakim niewątpliwie jest każdy samochód, powszechnie rozumiana personalizacja ogranicza się zazwyczaj do zabiegów tuningowych, bądź dekoracyjnych, oddając nam władzę nad technicznymi parametrami, projektem wnętrza i stylem nadwozia. Podstawowa struktura nadwozia pozostaje jednak zawsze taka sama, stąd nawet najbardziej "podkręcony" kaszlak, zawsze pozostanie kaszlakiem, a zainstalowanie dodatkowych nakładek, sportowego zderzaka, czy spojlera, nie zamieni go w idealny wehikuł naszego ego.
Przyjmując sobie za cel stworzenie auta, które byłoby wyrazem naszego indywiduum, trzeba przede wszystkim szerokim łukiem ominąć kwestię marki i zaprojektować auto od podstaw, od czterech kółek i silnika. Właśnie z takich założeń wyszli twórcy inicjatywy Local Motors - zgromadzić wokół siebie pasjonatów samochodowej inżynierii, którzy poszukują dla siebie wyłącznie bezkompromisowych rozwiązań. To trochę jak Linus Torvalds, który wezwał do bojkotu windowsowego monopolu i zaprojektował, wraz z milionami użytkowników, kolektywny system operacyjny.
Na zakończonym przed kilkoma dniami SEMA Show, Local Motors wystawił swojego własnego linuxa, kolektywne dzieło tysięcy entuzjastów, inżynierów i dizajnerów - Rally Fighter. Proces konstrukcji tej czteroosobowej terenówki nie przekroczył 15 miesięcy, zawdzięczając swe rekordowe tempo otwartej formule, kolektywnej pracy i doskonałej wymianie informacji, koordynowanej przez LM. Prototyp, wyposażony w trzylitrowy silnik BMW, wejdzie do sprzedaży w lecie 2010.
Potężną zaletą "quasi-marki" Local Motors jest wydajność procesu produkcji, wspomaganej przez społeczność przekraczającą 4000 zarejestrowanych specjalistów i entuzjastów. Właśnie ta grupa, w naturalny sposób, wyłoniła swoich liderów, a wśród nich Sangho Kim-a, głównego pomysłodawcę Rally Fightera. Realizację produktu wspomagali inni pomysłodawcy, którzy uzupełnili główny projekt szczegółami nadwozia, boczną wentylacją, wykończeniem wnętrza i specjalnie dedykowanymi akcesoriami.
Rally Fighter rozpędza się dzięki całkiem wydajnemu silnikowi BMW 3.0 Twin-turbo Clean-diesel, o mocy 265 KM i momencie obrotowym 576Nm przy zaledwie 1750 obr/min, przenoszonych na tylną oś, przez 6-cio biegową skrzynię biegow. Dla fanów aut terenowych istotnym atrybutem będzie również lekka waga Rally Fightera- zaledwie 1450 kilogramów - co znacznie podnosi wydajność tego autka.
Pomimo zainstalowanego silnika dieslowego, auto startuje w proekologicznej kategorii "Making Green Cool Zone", w której bryluje wysoką oszczędnością paliwa (12,8-15,3 km/l).
Stworzenie prototypu Rally Fighter nie oznacza jednak braku możliwości jego personalizacji - każdy egzemplarz budowany jest metodą Just-In-Time, co oprócz znacznego ograniczenia nadprodukcji odpadków, umożliwia także konsumentom uczestnictwo w ostatecznym etapie produkcji. Zamiast salonów, Local Motors buduje mini-fabryki. W tej chwili konstruowany jest już drugi budynek tego typu, a w kolejnych latach zaplanowane jest wybudowane, aż 50 takich oddziałów. W trakcie budowy naszego egzemplarza mamy możliwość stworzenia własnej skórki, bądź wyboru spośród kilkudziesięciu gotowych wzorów - projektowanych oczywiście przez renomowanych dizajnerów. Co ciekawe, skórki umieszczane są na karoserii za pomocą winylu, nie zaś farby, co czyni je lżejszymi, elastyczniejszymi i bardziej "zielonymi".
Rally Fighter można już teraz zarezerwować na www.local-motors.com. Pierwsze egzemplarze pojawią się już w lecie 2010.



Specjaliści od marketingu, na czele z prestiżowym trendwatching.com, rozbudownym i solidnym serwisem dla analityków trendów, od lat wieszczą nadejście ery personalizacji. Nie ma w tym nic nowego, szczególnie jeśli chodzi o "miękki" przemysł - dostosowywanie codziennych produktów do potrzeb klienta to właściwie nasz chleb powszedni. Weźmy za przykład chociażby kampanię Nike "Just do it-yourself", w ramach której na stronie nikeid.nike.com, każdy z nas może zaprojektować własną skórkę dla osławionej łyżwy.

W przypadku bardziej skomplikowanych produktów, jakim niewątpliwie jest każdy samochód, powszechnie rozumiana personalizacja ogranicza się zazwyczaj do zabiegów tuningowych, bądź dizajnerskich, oddając nam władzę nad podkręcaniem osiągów, projektem wnętrza i rekompozycją detali. Podstawowa struktura nadwozia pozostaje jednak zawsze taka sama, stąd nawet najbardziej "podkręcony" kaszlak, zawsze pozostanie kaszlakiem, a zainstalowanie dodatkowych nakładek, sportowego zderzaka, czy spojlera, nie zamieni go w idealny wehikuł naszego ego.

Przyjmując sobie za cel stworzenie auta, które byłoby wyrazem naszego indywiduum, trzeba przede wszystkim szerokim łukiem ominąć kwestię marki i zaprojektować auto od podstaw, od czterech kółek i silnika. Właśnie z takich założeń wyszli twórcy inicjatywy Local Motors - zgromadzić wokół siebie pasjonatów samochodowej inżynierii, którzy poszukują dla siebie wyłącznie bezkompromisowych rozwiązań. To trochę jak Linus Torvalds, który zbojkotował monopol Microsoftu* i zaprojektował, wraz z milionami użytkowników, kolektywny system operacyjny.



Na zakończonym przed kilkoma dniami SEMA Show, Local Motors wystawił swojego własnego linuxa, kolektywne dzieło tysięcy entuzjastów, inżynierów i dizajnerów - Rally Fighter. Proces konstrukcji tej czteroosobowej terenówki nie przekroczył 15 miesięcy, zawdzięczając swe rekordowe tempo otwartej formule, kolektywnej pracy i doskonałej wymianie informacji, koordynowanej przez LM. Prototyp, wyposażony w trzylitrowy silnik BMW, wejdzie do sprzedaży w lecie 2010.

Potężną zaletą "quasi-marki" Local Motors jest wydajność procesu produkcji, wspomaganej przez społeczność przekraczającą 4000 zarejestrowanych specjalistów i entuzjastów (do tego grona zapisać może się każdy, kto ma wyobraźnię i choć trochę podstawowych umiejętności technicznych). Właśnie ta grupa, w naturalny sposób, wyłoniła swoich liderów, a wśród nich Sangho Kim-a, głównego pomysłodawcę Rally Fightera. Realizację produktu wspomagali inni aktywiści, którzy uzupełnili główny projekt szczegółami nadwozia, boczną wentylacją, wykończeniem wnętrza i specjalnie dedykowanymi akcesoriami. 

Rally Fighter rozpędza się dzięki całkiem wydajnemu silnikowi BMW 3.0 Twin-turbo Clean-diesel, o mocy 265 KM i momencie obrotowym 576Nm przy zaledwie 1750 obr/min, przenoszonych na tylną oś, przez 6-cio biegową skrzynię biegow. Dla fanów aut terenowych istotnym atrybutem będzie również lekka waga Rally Fightera- zaledwie 1450 kilogramów - co znacznie podnosi wydajność tego autka.

Pomimo zainstalowanego silnika dieslowego, auto zostało wystawione w proekologicznej kategorii "Making Green Cool Zone", w której brylowało wysoką oszczędnością paliwa (12,8-15,3 km/l)

Stworzenie prototypu Rally Fighter nie oznacza jednak braku możliwości jego personalizacji - każdy egzemplarz produkowany jest metodą Just-In-Time, co oprócz znacznego ograniczenia nadprodukcji odpadków, umożliwia także konsumentom uczestnictwo w ostatecznym etapie produkcji. Zamiast salonów, Local Motors buduje mini-fabryki. W tej chwili konstruowany jest już drugi budynek tego typu, a w kolejnych latach zaplanowane jest wybudowane, aż 50 takich oddziałów.

W trakcie budowy naszego egzemplarza mamy możliwość stworzenia własnej skórki, bądź wyboru spośród kilkudziesięciu gotowych wzorów - projektowanych oczywiście przez renomowanych dizajnerów. Co ciekawe, skórki umieszczane są na karoserii za pomocą winylu, nie zaś farby, co czyni je lżejszymi, elastyczniejszymi i bardziej "zielonymi".




Rally Fighter można już teraz zarezerwować na www.local-motors.com. Pierwsze egzemplarze pojawią się już w lecie 2010.

Więcej zdjęć Rally Fightera możecie obejrzeć tutaj.

Poniżej prezentacja profilu Local Motors i ich nowego prototypu, prowadzona przez samego szefa - John'a Rogers'a, który chce uzdrowić amerykański przemysł samochodowy.



* zmiana z "wezwał do bojkotu windowsowego monopolu"/spostrzegł "kwahoo"

Źródło: carbodydesign.com, trendwatching.com, local-motors.com

 

piątek, 09 października 2009
Nagły wysyp conceptów BMW

Dzisiejszy dzień stoi zdecydowanie pod znakiem BMW, który w szelńczym tempie, właściwie jeden po drugim, ujawnił swoje dwie, najnowsze świeżynki. SimpleConcept i CleverConcept to bezemisyjne pojazdy miejskie, stanowiące trzykołowe połączenie skutera i zwykłego auta. Choć szum medialny wokół nowych pojazdów BMW pojawił się już kilka miesięcy temu, właściwie dopiero dziś można było obejrzeć gotowe egzemplarze w monachijskim BMW Museum.
Simple (Sustainable-and-Innovative-Mobility-Product-for-Low-Enegy-consumption) to w rzeczywistości rozubudowany i osłonięty motocykl, w którym siedzi się jak w kokpicie motorówki, albo małego szybowca. Ujeżdżanie go to prawdopodobnie czysta przyjemność, jest tak samo szybko, dynamiczne i elektryzująco, jak przejazd dwukołowcem przez środek zakorkowanego miasta. Przy tym znacznie zmniejsza się ryzyko wypadku, dzięki wzmocnionej kompozytowo karoserii. Jazda jest dodatkowo bezemisyjna, co w sumie sprawia, że prototyp ten może stanowić interesującą alternatywę dla poruszania się po miastach przyszłości.
Zaraz za siedzeniem kierowcy znajduje się też maleńka przestrzeń dla pasażera (a raczej jakieś drobnej pasażerki... wątpie, aby przeciętny bawarczyk wcisnął tam więcej, niż nogę). Dodatkową cechą Simple jest elastyczna hydraulika pojzdu, która uaktywnia się tylko w określonych sytuacjach, co nadaje mu odpowiednią stabilność podczas powolnej jazdy, a z drugiej strony, gdy odpowiednie podzespoły są aktywowane, autko nagle przezwycięża naturalną grawitację, przeciążenia słabną i możemy zabawić się w ostry drifting. Ciekawostką jest też fakt, że do przejechania 100km, Simple potrzebuje zaledwie 6kWh, co zbliża go energożernie do dwóch potężnych zestawów kina domowego.
Clever (Compact-Low-Emission-VEhicle-for-uRban-Transport) to dosyć sędziwy projekt, uruchomiony prawie siedem lat temu. Głównym jego sponsorem jest UE, która w programie dotacyjnym miała na celu zasponsorowanie powstania idealnego pojazdu miejskiego. Nad prototypem pracowały również trzy ośrodki akademickie, oraz wielu dodatkowych producentów. Tak czy siak, produkcją i projektem dowodziło BMW.
Co wyróżnia Clever jako pojazd miejski? Waga (400 kilogramów), wielkość (3 x 1 x 1,4 metra), superopływowość, oraz to samo, co w przypadku Simple - przyjemność prowadzenia motocykla, z jednoczesnym zachowaniem bezpieczeństwa typowego auta. Zastosowano w nim również system kontroli przechylania, choć maksymalne wychylenie zwiększa się w tym wypadku, aż do 45 stopni. Kierownica ma kształt litery H, która zwiększa ilość przestrzeni w kokpicie, a równocześnie ma za zadanie zmniejszać odśrodokowo energię podczas kolizji. Clever jest zatem ekoprzyjazny, ekonomiczny, supersterowny i zapewnia bezpieczeństwo porównywalne z bolidem Formuły 1.
Oba pojazdy to kolejny dowód na to, że wkrótce czeka nas wielki zalew ekologicznych motoaut, które stanowią wielką obetnicę odkorkowania europejskich miast, oraz znacznego spadku liczby zabitych i rannych w wypadkach...

Dzisiejszy dzień stoi zdecydowanie pod znakiem BMW, który w szelńczym tempie, właściwie jedną po drugiej, ujawnił swoje dwie, najnowsze świeżynki. SimpleConcept i CleverConcept to bezemisyjne pojazdy miejskie, stanowiące trzykołowe połączenie skutera i zwykłego auta. Choć szum medialny wokół nowych pojazdów BMW pojawił się już kilka miesięcy temu, właściwie dopiero dziś można było obejrzeć gotowe egzemplarze w monachijskim BMW Museum.


Simple (Sustainable-and-Innovative-Mobility-Product-for-Low-Enegy-consumption) to w rzeczywistości rozubudowany i osłonięty motocykl, w którym siedzi się jak w kokpicie motorówki, albo małego szybowca. Ujeżdżanie go, to prawdopodobnie czysta przyjemność, jest tak samo szybko, dynamiczne i elektryzująco, jak przejazd dwukołowcem przez środek zakorkowanego miasta. Przy tym znacznie zmniejsza się ryzyko wypadku, dzięki wzmocnionej kompozytowo karoserii. Jazda jest dodatkowo bezemisyjna, co w sumie sprawia, że prototyp ten może stanowić interesującą alternatywę dla poruszania się po miastach przyszłości.

Zaraz za siedzeniem kierowcy znajduje się też maleńka przestrzeń dla pasażera (a raczej jakieś drobnej pasażerki... wątpie, aby przeciętny bawarczyk wcisnął tam więcej, niż nogę). Dodatkową cechą Simple jest elastyczna hydraulika pojzdu, która uaktywnia się tylko w określonych sytuacjach, co nadaje mu odpowiednią stabilność podczas powolnej jazdy, a z drugiej strony, gdy odpowiednie podzespoły są aktywowane, autko nagle przezwycięża naturalną grawitację, przeciążenia słabną i możemy zabawić się w ostry drifting. Ciekawostką jest też fakt, że do przejechania 100km, Simple potrzebuje zaledwie 6kWh, co zbliża go energożernie do dwóch potężnych zestawów kina domowego.

Clever (Compact-Low-Emission-VEhicle-for-uRban-Transport) to dosyć sędziwy projekt, uruchomiony prawie siedem lat temu. Głównym jego sponsorem jest UE, która w programie dotacyjnym postawiła cel powstania idealnego pojazdu miejskiego. Nad prototypem pracowały również trzy ośrodki akademickie, oraz wielu dodatkowych producentów. Tak czy siak, produkcją i projektem dowodziło BMW.

Co wyróżnia Clever jako pojazd miejski? Waga (400 kilogramów), wielkość (3 x 1 x 1,4 metra), superopływowość, oraz to samo, co w przypadku Simple - przyjemność prowadzenia motocykla, z jednoczesnym zachowaniem bezpieczeństwa typowego auta. Zastosowano w nim również system kontroli przechylania, choć maksymalne wychylenie zwiększa się w tym wypadku, aż do 45 stopni. Kierownica ma kształt litery H, która zwiększa ilość przestrzeni w kokpicie, a równocześnie ma za zadanie zmniejszać odśrodokowo energię podczas kolizji. Clever jest zatem ekoprzyjazny, ekonomiczny, supersterowny i zapewnia bezpieczeństwo porównywalne z bolidem Formuły 1.

Oba pojazdy to kolejny dowód na to, że wkrótce czeka nas wielki zalew ekologicznych motoaut, które stanowią wielką obetnicę odkorkowania europejskich miast, oraz znacznego spadku liczby zabitych i rannych w wypadkach...

Na koniec jeszcze więcej zdjęć Simple i Clever.

Źródło: bmwblog.com

czwartek, 08 października 2009
Kolejny skuterowy czterokołowiec, tym razem Nissana

Już w tym miesiącu Nissan pokaże swój świeżutki conceptcar Land Glider. W rzeczywistości jest to kolejna wariacja skutera na cztery kółka, które ostatnio stały się szczególnie modne i dominują serie nowych aut wiodących producentów (patrz Peugeot). Napęd opiera się na dwóch elektrycznych silniczkach, zamocowanych z tyłu pojazdu. To trochę taki futurystyczny kaszlak. Baterie zasilające elektryczne silniki pojawią się po prostu w supermarketach, a podładować je będzie można bezprzewodowo na zwykłych stacjach benzynowych.
Inną, niezwykle ciekawą cechą tego autka jest specjalny system "pochylania" nadwozia, który stabilizuje poziom kabiny pasażerskiej, w trakcie ostrych zakrętów. W efekcie, choć auto odchyla się o 17 stopni od pionu, my nie czujemy właściwie nic... Umożliwa to skomplikowany system czujników, z których informacje są przetwarzane w centralnym komputerze, sterującym mechanizmem przechylania. Dodatkowo sensory mają wykrywać zagrożenie wypadkowe i znacznie rozszerzać system wspomagania układu kierowniczego.
Autko pojawi się w sprzedaży na początku 2010 roku.
Więcej zdjęć tutaj.
Źródło: icars.sg

Już w tym miesiącu Nissan pokaże swój świeżutki conceptcar Land Glider. W rzeczywistości jest to kolejna wariacja skutera na cztery kółka, które ostatnio stały się szczególnie modne i dominują serie nowych aut wiodących producentów (patrz Peugeot). Napęd opiera się na dwóch elektrycznych silniczkach, zamocowanych z tyłu pojazdu. To trochę taki futurystyczny kaszlak. Baterie zasilające elektryczne silniki pojawią się po prostu w supermarketach, a podładować je będzie można bezprzewodowo na zwykłych stacjach benzynowych.

Inną, niezwykle ciekawą cechą tego autka jest specjalny system "pochylania" nadwozia, który stabilizuje poziom kabiny pasażerskiej, w trakcie ostrych zakrętów. W efekcie, choć auto odchyla się o 17 stopni od pionu, my nie czujemy właściwie nic... Umożliwa to skomplikowany system czujników, których informacje są przetwarzane w centralnym komputerze, sterującym mechanizmem przechylania. Dodatkowo sensory mają wykrywać zagrożenie wypadkowe i znacznie rozszerzać system wspomagania układu kierowniczego.

Autko pojawi się w sprzedaży na początku 2010 roku, a więcej zdjęć możecie obejrzeć tutaj.

Źródło: icars.sg

 

sobota, 19 września 2009
Elektryzujące piękno ekologicznych aut przyszłości (Renault).


Już przedfrankfurcka zapowiedź śmigaczy ze stajni Renault śmierdziała mi czymś dziwacznym... a nie powinna. Auta nie będą emitować niczego poza basowym mruczeniem, więc nie podrażnią naszych nosów, a jedynie uszy i oczy. Ale drażnić będą raczej nielicznych... Dla całej reszty będzie to futurystyczny, stylowy balsam, efektownie urozmaicający szare uliczki starego kontynentu. Szczególnie model Twizy Z.E (Zero Emission), którego przewidywana cena ma plasować się zdecydowanie w zasięgu naszych portfeli. Porywający, futurystyczny design, to spełnienie ecological-dream Al Gore'a - olśniewające wzornictwo, błyskotliwa funkcjonalność i brak rury wydechowej. Inne autka w serii ZE to znany nam już Kangoo, oraz Zoe i Fluence.

Twizy, choć wygląda na jedno-siedzeniowca, ma możliwość umieszczenia dodatkowego siedzenia w tylnej części pojazdu. Z tego, co widziałem wynika tyle, że przy dobrej woli da się upchnąć tam jedynie siedzonko dla dziecka, bo w innym wypadku ryzykowałbym chyba skrzywienie kręgosłupa u mojej dziewczyny i znajomych. W każdym razie Twizy ma 2,3 metra długości, korzysta z mocy 20KM i osiąga maksymalną prędkość około 75km/h. W sam raz na zatłoczone, jednokierunkowe uliczki Paryża, gorzej jednak jako opcja dojazdowa dla podmiejskich nomadów. Dla nich przewidziano model Zoe ZE supermini, z silnikiem o mocy 70kW, którego zasięg przekracza 160 kilometrów, ale to przecież żadne wybitne osiągi... Zoe ma jednak coś specjalnego - personalizowany interfejs komputera pokładowego, oświetlenie wnętrza dostowywujące się do Twojego nastroju i zaawansowana klimatyzacja, z opcją nawilgotniania powietrza, detoksykacji i kontroli zapachu Active Scent. Znaczna część nadwozia składać się będzie z żelu poliuretanowego, co znacznie podwyższy odporność karoserii na rozmaite, wielkomiejskie stłuczki i otarcia. Do tego Renault reklamuje stacje ekpresowej (trzyminutowej) wymiany baterii "Quickdrop", które w ciągu najbliższych lat mają pojawić się w całej UE.

Źródło: green.autoblog.com